Antoni Dudek: Stan wojenny bis był niemożliwy

Posted in ■ wywiady by Maciejewski Kazimierz on 28 Maj 2009

Moskwa już w 1989 r. uznała, że by utrzymać wpływy w Polsce, trzeba ją uzależnić od surowców – mówi Antoni Dudek, historyk IPN.

Rz: Jaki obraz końca PRL wyłania się z pana nowej książki „Zmierzch dyktatury. Polska lat 1986 – 1989”?

dudek01Antoni Dudek: Jest w niej kilkadziesiąt niepublikowanych wcześniej dokumentów rzucających nowe światło na ostatnie lata PRL. Widać z nich wyraźnie, że komuniści coraz lepiej zdają sobie sprawę, że obecna sytuacja jest nie do utrzymania. Stąd pojawia się wiele analiz, które mają się im pomóc przygotować do nowej sytuacji. Na przykład już w 1987 r. rozważano koncepcję powołania nowych partii politycznych. Jednak ostatecznie uznano, że jest to pomysł zbyt niebezpieczny.

A jak na to reagował Kreml?

Władze sowieckie zdawały sobie sprawę, że pewne zmiany są nieuniknione. Z dokumentów, które udało się odnaleźć w archiwum Fundacji Gorbaczowa, wynika wręcz, że to Gorbaczow przekonywał swoich polskich towarzyszy, iż powinni zdecydować się na przemiany. Władze PRL odnosiły się jednak do tego sceptycznie.

Czy dlatego Moskwa zaczęła szukać kontaktu z częścią solidarnościowej opozycji?

Rzeczywiście w 1988 r. Moskwa zaczęła wysyłać pewne sygnały pod jej adresem i to za plecami władz PRL. Najpierw kontrolowana przez Kreml „Literaturnaja Gazieta” wystąpiła w sierpniu o wywiad z Lechem Wałęsą. Po interwencjach ambasady PRL w Moskwie od pomysłu odstąpiono. Następnym było zaproszenie w październiku do Moskwy na zjazd filmowców Adama Michnika. Miało do niego dojść za pośrednictwem Andrzeja Wajdy. Po protestach władz PRL wizytę odwołano.

Czyli do kontaktów Kremla z opozycją jednak nie doszło?

Nie do końca. Wiemy np. o tym, że w lipcu 1989 r. Michnik pojechał do Moskwy. Ale akurat najistotniejsze dokumenty dotyczące tej wizyty zniknęły z archiwów MSZ. Brakuje m.in. trzech kartek z szyfrogramami z ambasady PRL, w których relacjonowano wizytę. Zostały po prostu wyrwane i ślad po nich zaginął.

A jak Moskwa reagowała na wcześniejsze rozmowy Okrągłego Stołu?

Życzliwie i ze zrozumieniem. Władze sowieckie widziały w nim szansę na utrzymanie pełni władzy przez komunistów.

Kiedy Kreml zrozumiał, że ten plan się nie powiedzie?

Dopiero po wyborach z 4 czerwca 1989 r. Ciekawy jest dokument z września 1989 r., w którym sowiecka góra zastanawia się, jak reagować na powstanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Kreml świetnie zdaje sobie sprawę, że w tej sytuacji traci szansę na zachowanie ideologicznej jedności z Polską. Liczy się nawet z tym, że Polska może wystąpić z Układu Warszawskiego. Moskwa widzi tylko dwa sposoby na utrzymanie swoich wpływów. Po pierwsze proponuje podkreślanie wspólnoty słowiańskiej między oboma krajami oraz przypominanie zagrożenia ze strony Niemiec. Drugim elementem jest utrzymanie uzależnienia Polski od dostaw surowców energetycznych z ZSRR. Jak widać po 20 latach, to się świetnie udało.

Jak na tym tle jawi się postać Wojciecha Jaruzelskiego?

Wyłania się obraz człowieka bardzo chwiejnego, który za wszelką cenę chce utrzymać władzę PZPR, tylko nie wie, jak to zrobić. Symptomatyczny jest list z lipca 1988 r. od Stanisława Cioska (członka władz PZPR – red.) do Jaruzelskiego, w którym ten skarży się, że z jednej strony generał każe mu prowadzić delikatne rozmowy z Kościołem, a z drugiej pozwala np. na interwencję ZOMO w Nowej Hucie i pobicie robotników.

Czy w książce są dokumenty, które pokazują, jak komuniści się uwłaszczyli?

Oczywiście, choćby referat naczelnika wydziału II Urzędu Spraw Wewnętrznych w Poznaniu z 1987 r. o firmach polonijnych. Pokazuje, jak przechodzą do nich ludzie władzy. W samym województwie poznańskim zrobiło to wtedy 15 dyrektorów państwowych przedsiębiorstw, sześciu sekretarzy wojewódzkich, wojewoda i wielu funkcjonariuszy SB. Byli bardzo rozczarowani latami 80. Obiecywano im złote góry, ale mimo otrzymania wielu przywilejów nie mogło się to równać z tym, co uzyskiwali, przechodząc do nowo powstającego biznesu. Ich odpływ ze służby od połowy lat 80. miał już charakter masowy. Właśnie dlatego w 1989 r. nie mógł się już udać żaden stan wojenny bis. Po prostu nie miałby kto takiej operacji przeprowadzić.

Rzeczpospolita

Michaił Gorbaczow przekonywał polskich towarzyszy, że powinni zdecydować się na zmiany. Na zdjęciu w Polsce w 1985 r.

Michaił Gorbaczow przekonywał polskich towarzyszy, że powinni zdecydować się na zmiany.

Na zdjęciu w Polsce w 1985 r.

gorbaczow1985

Reklama

Możliwość komentowania Antoni Dudek: Stan wojenny bis był niemożliwy została wyłączona

%d blogerów lubi to: